|
Idę dzisiaj tańczyć, Bo sobota jest. Wszystkim będę stawiał, W końcu ma się gest. Na ten moment przyszło Czekać mi sześć dni, żadna z dziewczyn w klubie Się nie oprze mi. Jeden tylko mały Problem na mnie spadł. Bo jak zwykle Idzie ze mną starszy brat.
Let’s go! Na tańce go, go, go... Na tańce go, go, go... Na tańce go, go, go... Zrobimy szoł.
Brat przesiedział w stanach Prawie osiem lat. Gdzieś w Teksasie na wieżowcach Azbest kładł. Jak z nim idę To u dziewczyn nie mam szans. Na parkiecie wpada W swój kowbojski trans. Chciałbym iść bez niego By nie robić wsi, A on co sobotę Wciąż powtarza mi.
Let’s go! Na tańce go, go, go... Na tańce go, go, go... Na tańce go, go, go... Zrobimy szoł.
Ale jaki szoł? Taki! Jaki? Szmaki! Robaki!
Ja nic nie poradzę że podobam się. Dzisiaj obok mnie Tańczyły takie dwie. Więc ruszyłem Tak jak przysłowiowy dym, Obie pod wrażeniem Wielkim były mym. Na sam koniec Rzekły mi dosadnie dość, że wyglądam jak Z innej planety gość.
Go, go!!
Do domu go, go, go... Na tańce go, go, go... Ja nic nie poderwę tu!
Go, go!!
Do domu go, go, go... Na tańce go, go, go... Do domu go, go, go... Na tańce go, go, go... Zrobimy szoł... No gdzie wszyscy są?!
|